Po derbach: nic się nie stało

24 października 2011, 19:02 | Kornel Kasprowicz | Źródło: własne

Pierwsza od kwietnia 2010 roku porażka na Old Trafford nie mogła być zwyczajna. To była prawdziwa katastrofa. 1:6 z lokalnym rywalem musiało sprawić kibicom ogromny ból, nie tylko z powodu przegrania derbów, ale też tego, że zwyciężył klub, który zaczyna sobie radzić coraz lepiej głównie dzięki pieniądzom bogatych właścicieli, który w pewnym sensie kupuje sukces. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Zawsze trzeba spojrzeć na takie wydarzenie z nieco szerszej perspektywy.


Przeglądałem nieco komentarzy po tej nieszczęsnej porażce i tych o lekko optymistycznym zabarwieniu można policzyć na palcach jednej ręki. Przeważają wypowiedzi pełne goryczy, smutku, żalu, co jest oczywiście naturalne. Bo jak można przełknąć tak druzgocącą przegraną i to z Manchesterem City - klubem, który przez długie lata ani w samym mieście (z nielicznymi wyjątkami), ani tym bardziej w Premier League w ogóle się nie liczył? Jest to trudne dla fana "Czerwonych Diabłów", ale nie niemożliwe.

Miałem to szczęście w nieszczęściu, że akurat w tę niedzielę byłem dość mocno niedysponowany. Oczywiście meczu przegapić nie mogłem, ale jego odbiór nie był taki, jak zwykle. Gol Mario Balotellego na 1:0 przyjąłem ze spokojem, czerwoną kartkę Jonny'ego Evansa również. Przy skromnym prowadzeniu City i ich przewagą jednego zawodnika, można jeszcze było mieć nadzieję na korzystny rezultat. W końcu to Manchester United, nie takie rzeczy podopieczni sir Aleksa Fergsuona już wyprawiali.

Ale tym razem rywal był za dobry, a gospodarze stracili gdzieś nieprawdopodobną formę z początku sezonu. Szybko padła bramka na 2:0, potem trzecia i wiedziałem już, że tym razem magii "Teatru Marzeń" nie doświadczymy. Nadzieję dał jeszcze piękny gol Darrena Fletchera, ale chwilę po nim goście skutecznie wybili rywali z rytmu. O tym, co się działo pózniej, aż nie chce się pisać...

Pozytywnie zaskoczyły mnie słowa Fergusona po meczu. Szkot skrytykował Rio Ferdinanda i Patrice'a Evrę za nonszalancję, za niewykorzystanie swojego bogatego doświadczenia, co doprowadziło do pogromu. I trzeba przyznać menedżerowi rację - porażka 1:3 po czerwonej kartce nie byłaby tak szokująca i bolesna. A tak na United zewsząd spadają gromy ciskane przez publicystów i kibiców. Wynik jest potworny, ale należy pamiętać, że trzy ostatnie bramki padły dopiero w doliczonym czasie gry, gdy obrony gospodarzy nie można już było nazwać formacją. Defensywy po prostu nie było, co świetnie pokazuje ostatni gol - nie trzeba być Davidem Silvą, by tak kapitalnie obsłużyć prostopadłym podaniem Edina Dżeko w sytuacji, gdy ustawienie obrońców można scharakteryzować jednym, idealnie pasującym słowem: chaos. Choć z drugiej strony, postawa zawodników, którzy do końca atakowali, to również pozytyw. Chcieli zrobić tyle, ile mogli, szkoda jednak, że wyszło inaczej. W kontekście końcowego rezultatu mogli zwyczajnie pogodzić się z porażką.

Pisałem o szczęściu? Byłem w takim stanie, że oglądając te ostatnie gole po trafieniu Fletchera, wszystko po mnie spływało. Do wiadomości, chociaż nie od razu, przyjąłem wynik i powiedziałem sobie: trudno, czasami tak się zdarza. Gdyby MU grał w komplecie i został tak brutalnie obity, wówczas faktycznie można by załamywać ręce. Ale trzeba pamiętać, że to tylko strata trzech punktów. Czy 0:1, czy 1:6, efekt jest taki sam. Na tym muszą się skupić piłkarze i szkoleniowiec. Może nawet lepiej, że taki zimny prysznic przytrafił się już w 9. kolejce, gdy jeszcze wszystko jest możliwe. Wielu kibiców analizuje tę porażkę, oceniając występ poszczególnych zawodników. Ja winowajcy szukać nie bedę, bo nie ma w tym najmniejszego sensu - to pozostawiam czytelnikom, ale przede wszystkim sztabowi Fergusona. Dodam jedynie, że kartkę Evansa rozpatruję w kategorii niefortunnego wydarzenia, a na boisku najbardziej brakowało mi Michaela Carricka. I po meczu do tego drugiego wniosku doszli też niektórzy kibice. Cóż, mądry Ferguson po szkodzie...

Na uwagę zasługuje jeszcze jedno spostrzeżenie. Manchester City nie istniał przez pierwsze 20 minut spotkania, a pózniej został skutecznie zepchnięty do defensywy przez grających w dziesiątkę gospodarzy. Jestem przekonany, że wynik tego starcia zależy głównie od wyrzucenia z boiska Evansa. Może nawet byłoby inaczej, gdyby przytrafiło się to przed przerwą. Przemowa Fergusona byłaby inna, można by od razu zrobić zmianę i przekazać zawodnikom inne zadania taktyczne. Tak czy siak, to kartka tak ustawiła ten mecz, dlatego też na taki rezultat trzeba brać solidną poprawkę. Pewnie zakwestionowany zostanie mój status kibica Manchesteru United, ale i tak to napiszę: nic się nie stało. Trzeba skupić się na następnym spotkaniu.   

We wtorek czeka nas mecz pucharowy z zespołem z niższej ligi, a więc będzie to można uznać za odpoczynek (bo i tak pewnie zagramy rezerwami). Ważniejsze, i to o wiele, będzie sobotnie spotkanie z Evertonem na wyjeździe. Wtedy przekonamy się o wartości drużyny z Old Trafford i także o tym, w jaki sposób blamaż z niedzieli wpłynął na piłkarzy mistrza Anglii. Oby tylko pozytywnie.


Inne teksty tego autora:
Czat Manchester United
marciniuk - 13:12
http://www.you tube.com/watch?v=dDYWWUGtwO0
marciniuk - 13:12
V
marciniuk - 13:12
i skrot z wczoraj ;)
marciniuk - 11:14
wywiad z Fergim;)
marciniuk - 11:14
http://www.you tube.com/watch?v=X0n8r02so_E&s ns=em#t=9m40s
GeNiuS - 10:03
istnieje również taka wersja ,że sAF nauczony błedem z De Geą kiedy po meczu potwierdził ,że go chce teraz specjalnie blefuję aby nie było takiego szumu jak po tej wypowedzi z hiszpanem
karoless - 09:45
http://imagesh ack.us/photo/my-images/684/wes leyq.jpg/
marciniuk - 08:16
Ferguson tez jz nie raz mowil ze transferow nie bedzie a wsyscy wiedzieli jak to sie konczylo. Koles akurat bardzo rzadko mowi co robi na rynku transferowym wiec nie wyobrazam sobie ze opowiada o negocjacjach z Interem/Sneijderem
GeNiuS - 08:04
:P
GeNiuS - 08:04
jest
21.02 Ur. Phila Jonesa
Angielski obrońca przyszedł na świat 21 lutego 1992 roku w Preston. Barw Manchesteru United broni od 2011 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem Blackburn Rovers.
25.02 Ur. Park Ji-sunga
20.03 Ur. Tomasza Kuszczaka
Manchester United - Ajax Amsterdam
23 lutego, 21:00 (na żywo)
1. Manchester City 25 60
2. Manchester United 25 58
3. Tottenham Hotspur 25 53
4. Arsenal 25 43
5. Chelsea 25 43
...
18. Wolverhampton 25 21
19. Bolton Wanderers 25 20
20. Wigan Athletic 25 19
1. Robin van Persie (Arsenal) 22
2. Wayne Rooney (Manchester United) 17
3. Demba Ba (Newcastle United) 16
4. Sergio Aguero (Manchester City) 15
5. Yakubu Aiyegbeni (Blackburn Rovers) 13
6. Edin Dzeko (Manchester City) 12
7. Gareth Bale (Tottenham Hotspur) 10
8. Clint Dempsey (Fulham) 10
9. Steven Fletcher (Wolverhampton Wanderers) 10



Manchester United Sitemap (XML) Mapa strony Praca Redakcja Kontakt