Betonowy "Franz"

26 marca 2011, 11:03 | Bartosz Żółtowski | Źródło: własne

Do inauguracyjnego meczu mistrzostw Europy pozostały 440 dni. Za nami już 443 doby pontyfikatu Franciszka Smudy. Tyle za nami, ile przed nami, czyli znajdujemy się dokładnie na półmetku przygotowań do największej imprezy w ponad 1000-letniej historii dzisiaj blisko 40-milionowego kraju. Po raz pierwszy od czasów transformacji ustrojowej oczy całego świata skierowane będą właśnie na nasz kraj. Specjalnie po to budujemy nowe stadiony, dworce, autostrady, hotele, restaurujemy rynki i główne arterie miast, ulepszamy miejską komunikację. W tym całym rozgardiaszu zapomnieliśmy chyba o najważniejszym - o przywódcy.


Muzeum Narodowe w Warszawie, rok 2040. Wybieracie się na wycieczkę ze swoimi dziećmi lub wnukami do sali polskich mężów stanu. Roman Dmowski pręży dumnie pierś tuż obok marszałka Józefa Piłsudskiego. Uśpiony w kamieniu Wojciech Korfanty stoi naprzeciw Tadeusza Kościuszki. Zaraz za nimi zauważacie dwa posągi z dobrze wam znanymi aparycjami. "To Lech Wałęsa, laureat pokojowej Nagrody Nobla, symbol naszego oswobodzenia!" - tłumaczycie młodszej audiencji. "A to Karol Wojtyła, pierwszy i jak na razie jedyny Polak, który został wybrany na papieża" - wspominacie wyraźnie wzruszeni. Po otarciu łez podnosicie wzrok i zauważacie jego Wiejską Wysokość. Budzicie się spoceni. Koszmar sprzed 28. lat wrócił.

Rok 2000. Andrzej Wajda otrzymuje Oscara za całokształt twórczości, Slobodan Milosević podaje się do dymisji, pod Paryżem rozbija się pierwszy i zarazem ostatni Concorde, a w Radzionkowie powstaje pierwsze w Polsce Muzeum Chleba. Jestem też ja i starszawy już, dzisiaj świętej pamięci, wujek. Do końca życia zapamiętam moment, w którym wujek wstaje z fotela, podchodzi do telewizora i uzbierawszy odpowiednią ilość żółtej flegmy (sporo palił) kieruje ją na facjatę ówczesnego trenera Legii Warszawa, Franciszka Smudy. Robi to w zupełnej ciszy, bez jakiegokolwiek komentarza, po czym wychodzi z pokoju, jakby chcąc, by enigmatyczność całego zdarzenia pociągnęła mnie do drążenia tematu na własną rękę. Dając mi wolność w wyrobieniu własnego zdania na temat pana z TV, ale mimo to dając wyraźny, jednoznaczny sygnał. Tak, tamtą flegmą zostałem namaszczony.

29 października, 2009, Warszawa. "Franz" zostaje najbliższym kardynałem papieża polskiej piłki, Grzegorza Laty. Polacy wiwatują, wszak miał nim zostać już kilkukrotnie - a to po Piechniczku, a to po Engelu, a to znowu po Janasie. Smuda zastaje polską kadrę bardzo drewnianą, jego zadaniem jest zostawić ją przynajmniej murowaną, chociaż po cichu mówi się z ogromną nadzieją w głosie nawet o jakimś pierwszym betonie. Sęk w tym, że beton jest, ale słowo to nabrało w ostatnich latach pejoratywnego znaczenia - czegoś mało zabawnego, wręcz idiotycznego.

25 marca 2011, Kowno. Polacy przegrywają już szósty mecz pod skrzydłami naszego strusia z Lubomii, tym razem z Litwinami, którzy zaczynają być w ostatnich latach rywalem ponad nasze siły (to już nawet w koszykówce potrafimy im nakopać do dupy!). Na szczęście wszystko można zwalić na murawę. Ta w Kownie była przecież o piekło gorsza niż ta w Poznaniu. My, Polacy, grający na zielonych dywanach, po prostu nie potrafimy kopać gały na takich kartofliskach!

12 lat - tyle zajęło mi analizowanie Franciszka Smudy, choć najbardziej owocne okazały się ostatnie dwa. Wydaje mi się, że dobiegłem do mety z pałeczką przekazaną przez mojego wujka - wiem już kim jest nasz futbolowy cesarz. Lista wpadek jest długa jak toi-toiowe kolejki na wielkich muzycznych festiwalach. Pachnie też nie lepiej. Oto "Franz" po swojej pierwszej porażce z Rumunią mówi: "Nie może być tak, że w naszych zespołach gra trzech-czterech Polaków, a reszta to obcokrajowcy. Moim zdaniem powinno być odwrotnie, o to trzeba koniecznie zadbać" (owe dwa zdania zostały oczywiście zredagowane i odpowiednio zinterpretowane, bardzo często jest bowiem trudno zrozumieć co selekcjoner chce nam przekazać, a jeszcze nie wykształciliśmy odpowiedniego tłumacza). Jakież było jego zdziwienie, kiedy dowiedział się, że wprowadzenie nowych zasad jest niemożliwe, gdyż nie pozwalają na to przepisy Unii Europejskiej!

Sierpień 2010. Selekcjoner nie wytrzymuje presji ze strony dziennikarzy i kibiców i ogłasza, że powoła Artura Boruca, lecz tylko w przypadku, gdy temu uda się wygryźć z bramki AC Fiorentiny Sebastiena Freya. Dwa miesiące później "Holy Goalie" za sprawą ciężkiej kontuzji rywala wkracza na stałe między słupki drużyny z Florencji. Stopery w uszach i stoperan na biurku pozwalają wytrzymać kilkudniową nagonkę żurnalistów. Gdy tylko sytuacja wróciła do normy, można było znowu powołać bramkarzy naszych przyjaciół, piłkarskich menedżerów. W grudniu Kaniecki (powołany po trzech meczach w Ekstraklasie), w marcu Kaczmarek (powołany po pięciu występach od rocznego siedzenia na ławce), a na czerwiec, na Francuzów, przygotujemy niespodziankę w postaci jakiegoś bramkarza z głębokich rezerw Wisły.

2 stycznia 2011. "Cesarz" w "Cafe Futbol" na pytanie red. Mateusza Borka, na którego z piłkarzy oddał swój głos w plebiscycie "France Football" dla najlepszego zawodowca minionego roku, odpowiada, że na Xaviego. Następnego dnia w Internecie pojawia się lista ujawniająca głosy wszystkich selekcjonerów i, jak się okazuje, Katalończyk wcale nie otrzymał plusika od naszego "menago". No chyba, że Franz myśli, że Xavi to Iniesta.

8 czerwca 2010. Xavi, Iniesta i jego koledzy biją naszych nie gorzej niż kibice Legii wileńskich czy wiedeńskich policjantów. Smuda ogłasza, że nie ma kim grać. Owszem, w Polsce nie ma. Przecież to tak jakby Jarka Kaczyńskiego szukać w Biedronce. Dlatego na lewej obronie zmuszony jest grać Maciej Sadlok, podczas gdy w Grecji dobre noty zbiera Mirosław Sznaucner. W Trabzonsporze z kolei Piotrek Brożek znaczy obecnie więcej, niż znaczył w Wiśle, ale gdzie tam jakieś wojaże zagraniczne tylko po to, żeby przez 90 minut pooglądać któregoś z chłopaków w akcji. Selekcjoner ledwo po polsku mówi, a będzie się pchał gdzieś do Turcji. Tyle, że fonetycznie język "Franza" niczym się nie różni od tego tureckiego.

Listopad 2010. - A kto to jest? Ja nawet nie wiem, z jakiego on jest miasta - wzburzył się podczas rozmowy z Onet.pl nasz "papa". Christopher Wondolowski, król strzelców Major League Soccer, tym razem nie zasłużył na monitoring siatki skautingowej reprezentacji Polski. Kto wie, być może przepadł nam kolejny Lukas Podolski czy Miroslav Klose. I nie jest tu kwestią to, czy sam piłkarz chciał, czy nie chciał dla nas grać. Obowiązkiem KAŻDEGO szkoleniowca jest monitorowanie całego wręcz świata w poszukiwaniu nowych reprezentantów, a już na pewno obserwowanie najważniejszych lig, do jakich, ze względów na olbrzymią ilość Polonii w Stanach Zjednoczonych, należy również MLS! Widać jednak "Franz" ma lepsze rzeczy do roboty, jak np. zastanawianie się nad pozycją dla Łukasza Mierzejewskiego. Najpierw spróbował na prawej obronie, później sprawdził lewą flankę, po czym stwierdził, że Łukasz to idealny stoper i... powołań już nie wysyła.

Naturalnie zdaję sobie sprawę, że wciąż jestem w mniejszości. Krajowa ekstaza panem Smudą osiągnęła zenit, kiedy wydawało się, że uleczył kadrę wygraną 3:1 nad Wybrzeżem Kości Słoniowej. Wydaje się wręcz, że trwa ona do dziś, bo kolejne niepowodzenia tłumaczone są powolną, acz dokładnie rozplanowaną budową drużyny i wpadkami przy pracy. Szczęśliwe wygrane, jak te ostatnie, z Norwegią czy Mołdawią, w oczach większości kibiców rosną z kolei do rozmiarów wybitnych osiągnięć polskiego narodu. O reszcie argumentów przemawiających na TAK mogę jednak zapomnieć, ponieważ w odpowiedzi na moje pretensjonalne oszczerstwa ciągle słyszę sztandarowe "jeszcze zobaczysz, że Franek Smuda czyni cuda!". Jak się jednak okazuje, selekcjoner poza zaakceptowaniem występowania w przyrodzie tak dziwnych zjawisk jak klauny czy linoskoczkowie, w resztę zdarzeń o charakterze paranormalnym NIE wierzy: "Cuda to są najwyżej w cyrku, a nie na boisku". Skoro tak, to wraz z naszym cesarzem, życzymy wam udanych mistrzostw w... Brazylii!


Inne teksty tego autora:
Czat Manchester United
marciniuk - 13:12
http://www.you tube.com/watch?v=dDYWWUGtwO0
marciniuk - 13:12
V
marciniuk - 13:12
i skrot z wczoraj ;)
marciniuk - 11:14
wywiad z Fergim;)
marciniuk - 11:14
http://www.you tube.com/watch?v=X0n8r02so_E&s ns=em#t=9m40s
GeNiuS - 10:03
istnieje również taka wersja ,że sAF nauczony błedem z De Geą kiedy po meczu potwierdził ,że go chce teraz specjalnie blefuję aby nie było takiego szumu jak po tej wypowedzi z hiszpanem
karoless - 09:45
http://imagesh ack.us/photo/my-images/684/wes leyq.jpg/
marciniuk - 08:16
Ferguson tez jz nie raz mowil ze transferow nie bedzie a wsyscy wiedzieli jak to sie konczylo. Koles akurat bardzo rzadko mowi co robi na rynku transferowym wiec nie wyobrazam sobie ze opowiada o negocjacjach z Interem/Sneijderem
GeNiuS - 08:04
:P
GeNiuS - 08:04
jest
15.05 Ur. Patrice'a Evry
Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.
01.06 Ur. Javiera Hernandeza
09.07 Ur. Fabio da Silvy
1. Manchester City 38 89
2. Manchester United 38 89
3. Arsenal 38 70
4. Tottenham Hotspur 38 69
5. Newcastle United 38 65
...
18. Bolton Wanderers 38 36
19. Blackburn Rovers 38 31
20. Wolverhampton 38 25
1. Robin van Persie (Arsenal) 30
2. Wayne Rooney (Manchester United) 26
3. Sergio Aguero (Manchester City) 22
4. Clint Dempsey (Fulham) 17
5. Demba Ba (Newcastle United) 16
6. Yakubu Aiyegbeni (Blackburn Rovers) 16
7. Emmanuel Adebayor (Tottenham Hotspur) 16
8. Grant Holt (Norwich) 14
9. Edin Dzeko (Manchester City) 13



Manchester United Sitemap (XML) Mapa strony Praca Redakcja Kontakt