Spadek po Fergusonie
15 marca 2011, 18:20 | Bartosz Żółtowski | Źródło: własne
Brak spektakularnych transferów stał się już niemal tradycją w wykonaniu Manchesteru United. Sir Alex Ferguson uchodzi wręcz za osobę, której zaufanie trudno nadwyrężyć, nawet w przypadku przewlekłych kontuzji czy permanentnie niskiej formy. Skład od lat konsolidowany uzupełniają pojedyncze transfery gwiazd najczęściej ligi angielskiej. Jednak minione dwa okienka nie zaowocowały przenosinami choćby jednego ciała niebieskiego...
Sezon 2010/2011 pod względem rotacji kadrowej był prawdopodobnie najnudniejszym w historii występów klubu w Premier League. Ba! Z całą pewnością sięgnąć moglibyśmy dużo głębiej. Odejścia Zorana Tosicia czy Bena Fostera przy angażu takich sław światowej piłki jak Javier Hernandez, Gabriel Obertan, Anders Lindegaard, Chris Smalling czy Bebe nie można przecież nazwać inaczej. Słupek rtęciowy w skali monotonności osiągnął najwyższy dotychczas notowany punkt, wskazywany przy pomocy dwóch liter - PD.
Szczerze mówiąc, byłem, i wciąż, jednak jak się za chwilę okaże, nieznacznie jestem, odrobinę rozgoryczony tym faktem. Minimalne roszady były w moim mniemaniu, po ostatnim roku, jakąś zwykłą powinnością, długiem za zmarnowany sezon, długiem za sprzedaż Cristiano Ronaldo. Byłem wręcz jeszcze odważniejszego zdania, że zachodzi potrzeba małej rewolucji kadrowej. Jakiej dokładnie, to już nieważne, gdyż przyszłość zweryfikowała wiele spostrzeżeń. Mimo wszystko trzeba było kopa jak nigdy wcześniej - Ozil, van der Vaart, Sneijder, Silva - dawać BYLE KOGO! No i masz, przyszedł byle kto...
To miał być rok spisany na straty. I dalej, pomimo zajmowanej pozycji, pomimo prawdopodobnego ćwierćfinału LM, pomimo półfinału FA Cup, twierdzę, że byłby, gdyby nie tzw. "lack of ambitions" na początku sezonu w czerwonej części Merseyside czy pewna systematyczność w marnotrawieniu szansy dwóch ekip z północnego Londynu. Wystarczyłoby jedno, maleńkie wyłamanie, by drugi rok z rzędu przestać się liczyć w walce o puchary tuż przed samą linią mety. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że United dopisze ogromne szczęście, jeśli w maju zostanie rekordzistą Anglii pod względem zdobytych mistrzostw kraju.
Rzecz jednak w tym, że dopiero niedawno zrozumiałem, co sir Alex miał i ma rzeczywiście na celu. O ile wierzę, że Szkot szczerze chciałby odejść ze stanowiska menedżera czyniąc drużynę "Czerwonych Diabłów" rekordzistą ligi, o tyle odważę się posądzić go o... drobny sabotaż (chociaż sprowadzenie Bebe i Obertana powinno być akurat postrzegane jako spory handicap dla rywali). Jak inaczej bowiem nazwać chęć walki o czempionat kadrą, w której prawdziwymi gwiazdami okazały się, posądzane wstępnie wyłącznie, o co najwyżej rozgrzewanie trybun, żółtodzioby? Chris Smalling wygrał z urazami Rio Ferdinanda. Rafael da Silva zdecydowanie wygrywa rywalizację z Wesem Brownem i Johnym O'Shea. Drugi bliźniak gra coraz więcej, choć konkurent wydaje się być "a must pick" na każde spotkanie. "Chicharito" z godnością znosi status rezerwowego, choć jest najrówniej grającym napastnikiem w zespole. Darron Gibson poczynił wyraźne postępy i znowu może liczyć na grę w przynajmniej co trzecim spotkaniu.
Rzeczywista kadra United wygląda jednak jeszcze bardziej imponująco jeśli pod lupę weźmiemy metryki zawodników. Młodziutki Federico Macheda dopiero zimą opuścił chwilowo Old Trafford. Do powrotu szykowani byli z kolei świetnie spisujący się na wypożyczeniach Danny Welbeck oraz Tom Cleverley i kto wie czy to nie styczniowe kontuzje ostatecznie przekreśliły szansę na zdobycie pierwszego medalu za mistrzostwo Anglii. Dodając do tego zbioru Jonny'ego Evansa oraz Andersona otrzymujemy zespół, którego najstarszy zawodnik nie przekraczałby 23. roku życia!
Rodzi się zatem pytanie o cel działań sir Fergusona. Do czego i dlaczego pod koniec kariery Szkota tworzona jest trzecia generacja piłkarzy, której lata największej wydajności przypadną niestety na erę nowego menedżera? Czy "Boss" przypadkiem tak bardzo boi się rozstania z drużyną, że chce być jej częścią i wspólnym ojcem sukcesów nawet wtedy, gdy spotkanie będzie oglądał w TV? Czy też jest to spowodowane strachem o przyszłość klubu? Takie mamine przygotowanie wałówy?
Po tegorocznych występach żółtodziobów jedno wydaje się być pewne - jeżeli przyszły menedżer z bandą tak utalentowanych i tak naprostowanych przez Szkota chłopaków nie będzie w stanie zbudować drużyny walczącej co roku o najwyższe cele, to ewidentnie spieprzy robotę.
I sprofanuje spadek.
Inne teksty tego autora:




Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.










