Czysta perfekcja Wayne'a Rooneya
15 lutego 2011, 19:00 | Kornel Kasprowicz | Źródło: własne, youtube.com
"Co za gol! W takim momencie, w takim miejscu! Co za piłkarz! Wayne Rooney! To jest nie z tego świata!" - krzyczał komentator jednej z brytyjskich telewizji, gdy napastnik Manchesteru United rozstrzygał losy derbowego meczu na Old Trafford. Co w tym samym czasie mówił podniesionym głosem red. Andrzej Twarowski z Canal+ Sport nie trzeba chyba przytaczać, bo jego słowa znają już na pamięć wszyscy polscy kibice "Czerwonych Diabłów". "Judasz" - zwany "pieszczotliwie" przez niezadowolonych fanów - na kilkanaście sekund wszystkim swoim krytykom skutecznie zamknął usta... a w zasadzie pozostawił je otwarte na oścież.
Nie mogę jednak nie wspomnieć o słowach Twarowskiego, bo miał on absolutną rację, gdy mówił, że "to jest niepojęte!". Nie mam wątpliwości, że większość kibiców MU w tej niesamowitej 78. minucie meczu patrzyła w ekrany telewizorów z rozdziawionymi ustami, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczyli. Pozostali z kolei próbowali sklecić jakieś słowa podziwu, ale jedynym, co potrafili wyartykułować, było pewne typowe dla Polaków określenie, jak ulał pasujące akurat do tej sytuacji.
Choć wszyscy znamy na pamięć przebieg całej akcji, po której Rooney wykonał strzał życia, nie mogę się powstrzymać od umieszczenia go tutaj ponownie. To uderzenie, tę przewrotkę, można oglądać w kółko, raz po raz puszczając od nowa. Jest tak wspaniała, że chyba nie dane było mi oglądać na żywo piękniejszego gola któregokolwiek piłkarza Manchesteru United (specjalnie wyróżniłem na żywo - pamiętnego rajdu Ryana Giggsa w meczu z Arsenalem nie dane było im oglądać, a zwycięska bramka Ole Gunnara Solskjaera z Bayernem to osobna kategoria).
Powyższa bramka jest dla mnie ideałem, czystą perfekcją. I nie chodzi tylko o wykonanie strzału, choć tego mógłby pozazdrościć każdy piłkarz na świecie, ale przede wszystkim o okoliczności. W tym sezonie widzieliśmy już podobne trafienie na Old Trafford i to przeciwko odwiecznemu rywalowi - Dymitar Berbatow nieco mniej efektownie wykonał swoją przewrotkę i w dodatku jego gol "tylko" powiększył prowadzenie drużyny nad Liverpoolem. Rooney jednak ratował honor "Czerwonych Diabłów", bowiem na przeciw nich stanęli sąsiedzi ze Stadionu Miejskiego w Manchesterze - zespół "The Citizens", a w tej wspominanej 78. minucie był remis 1:1 i większą inicjatywę przejawiali goście. Na tym etapie można było przypuszczać wszystkie możliwości zakończenia tego meczu, ale ta przewrotka rozwiała wszelkie wątpliwości, kto tego dnia zgarnie trzy punkty. Ponad 75 tysięcy ludzi na Old Trafford i dziesiątki milionów przed telewizorami widziało, jak zwycięstwo dla gospodarzy zostaje zapewnione akrobatycznym majstersztykiem.
I w końcu strzelec. Nie niesamowity technik Berbatow, nie ikona Man Utd Ryan Giggs (tudzież Paul Scholes), nie nadworny akrobata o śniadej cerze, Luis Nani, ale on - przez niektórych znienawidzony, u innych "tylko" pozbawiony szacunku, z mocno nadszarpniętą reputacją, przez kibiców rywali porównywany do "Shreka", w dodatku będący w dramatycznie, jak na niego, słabej formie i do tego wszystkiego wyglądający na człowieka wprost niezdolnego do oderwania się od ziemi na wyżej niż 15 centymetrów w pozycji wyprostowanej, a co dopiero wykonując przewrotkę - Wayne Rooney. To właśnie on sprawił, że ta bramka wywołała jeszcze silniejszy szok niż powinna była wywołać.
Po tym zwycięstwie na Wyspach, i nie tylko tam, rozgorzała debata o tym, który gol Anglika jest jego najlepszym. Sir Alex Ferguson i sam piłkarz są zgodni - to ta magiczna przewrotka. Szkoleniowiec "Czerwonych Diabłów" dodał nawet, że to najładniejsza bramka, jaką strzelono na Old Trafford. I tu zaczynają się lekkie spory, bo wciąż są kibice, którzy o wiele wyżej cenią np. niezapomnianą bombę z meczu z Newcastle United.
Ciężkie działa wytoczone - tak w zasadzie trudno sobie przypomnieć jeszcze jakąś bramkę, która mogłaby konkurować z dwiema powyższymi, choć, wspominając legendarnych zawodników, jak chociażby Erica Cantonę, nie sposób nie pomyśleć o efektownych, delikatnych lobach, które również zapierają dech w piersiach. Francuski Król Old Trafford wykonał taką podcinkę w meczu z Sunderlandem, ale Wayne postanowił go nieco skopiować i w świetnym stylu przelobował bramkarza Portsmouth w Pucharze Anglii.
Tylko te dwa gole, obok sobotniego trafienia, przychodzą mi na myśl, jeśli miałbym wskazać te najlepsze w wykonaniu Rooneya. Oczywiście świetnych bramek jego autorstwa było znacznie więcej i nie należy o tym zapominać, w końcu to, mimo wszystko, jeden z najlepszych piłkarzy świata, ale przewrotka w meczu z Manchesterem City, w dodatku dająca ważne ligowe zwycięstwo to numer jeden, która najwyższego miejsca podium w najbliższym czasie nie odda. Może nawet nigdy.
Inne teksty tego autora:
- Bent w Aston Villi, co teraz z Welbeckiem? (Republik of Mancunia)
- Czy takiej wizytówki życzą sobie kibice MU? (własne, devilpage.pl)
- Ferguson i jego największe wyzwanie (The Guardian)
- Wideo: czy Agger faulował Berbatowa? (myspace.com)
- Ferguson - Dalglish: bezpośrednie pojedynki (itv.com)




Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.










