Czy takiej wizytówki życzą sobie kibice MU?
11 stycznia 2011, 23:40 | Kornel Kasprowicz | Źródło: własne, devilpage.pl
"Zaplute karły Liverpoolu", "zarośnięty mchem typ" i "bandyta" - takie określenia dotyczące odpowiednio: piłkarzy, menedżera i kapitana "The Reds", Stevena Gerrarda, możemy przeczytać w pewnym artykule zamieszczonym na jednym z blogów serwisu Devilpage.pl. Krótki, zawierający pięć akapitów tekst jawnie obraża zawodników i kibiców jednego z najbardziej zasłużonych klubów w historii angielskiego futbolu. I nieważne, że widnieje on na stronie traktującej o Manchesterze United i tyczy się jego największego rywala. Jakiś poziom przyzwoitości wypada wszak zachować.
Devilpage.pl to strona, której polskim kibicom "Czerwonych Diabłów" nie trzeba specjalnie przedstawiać. Szukając jakichkolwiek informacji na temat klubu z Old Trafford nie można nie trafić na najpopularniejszy polski serwis o Manchesterze United. I choć, moim skromnym zdaniem, nie jest jakościowo najlepszy, niewątpliwie posiada największą społeczność kibiców i mało który kibic nie zna jego nazwy. Zbyt często go nie odwiedzam (można powiedzieć - z oczywistych względów), ale od czasu do czasu tam zajrzę, wszak warto wiedzieć co słychać u konkurencji.
Jakież było moje zdziwienie, gdy przypadkiem zauważyłem w sekcji "Blogi" tytuł notki mówiący o "zaplutych karłach". Określenie to, niestety, przyciąga, więc zajrzałem z ciekawości. I ręce mi opadły.
Nie cierpmy Liverpoolu! Ich hymn to parodystyczna kopia zaśpiewajki Celtiku, ich obecny menedżer – to zarośnięty mchem typ siedzący od 10 poprzednich lat na emeryturze. Liderem tej zgrai jest bandyta, który próbował w niedzielę rozpruć naszego piłkarza – Michaela Carricka, a dwa lata temu osadzono tę szuję w areszcie za rozróbę wszczętą w miejscu publicznym. Za gwiazdę robi tam połamaniec Torres. W ich mieście mówi się dziwnym językiem, podobnym do slangu używanego w filmowym klasyku – „Locie nad kukułczym gniazdem” – pohukiwania i jęków. Tamtejsza ludność słynie na całą Anglię ze złodziejstwa i okradania nawet własnych piłkarzy. Od ćwierćwiecza powszechnie uznaje się, że ulubioną rozrywką liverpoolczyków jest mordowanie kibiców innych drużyn dla zabawy, jak również to, że jeśli nie są w stanie normalnie wejść na mecz, dostaną się na trybuny po trupach swoich! (...) To ciamajdy, nienawistne małe ludziki, zaplute karły, we wszystkim, po przegranym meczu, będą doszukiwać się spisku. Sędzia podyktował rzut karny przeciwko nim – powieszą sędziego! Berbatow został podcięty w polu karnym – wystawią naszego napastnika, a ich senny koszmar, na ostracyzm!
Ja doskonale rozumiem, że kibice obu klubów nie pałają do siebie wielką miłością. Powiedzmy wprost - nienawidzą się. Trudno w sumie o inne stosunki, skoro przez długie lata Liverpool był zdecydowanie najlepszym klubem w Anglii. Jego dominacja była niepodważalna, a Manchester United, na przestrzeni kilkudziesięciu lat był w cieniu swojego odwiecznego rywala. Sytuacja zmieniła się dopiero na początku lat 90. ubiegłego wieku - wówczas po raz ostatni legendarny menedżer "The Reds", Kenny Dalglish, sięgnął po osiemnaste i jak do tej pory ostatnie mistrzostwo kraju. Trzy lata później w rozgrywkach Premiership dominował już sir Alex Ferguson, który w 16 lat doprowadził do remisu w liczbie tytułów, zdobywając ich w tym czasie aż jedenaście.
Rywalizacja tych drużyn była zawsze zacięta, nierzadko dochodziło do przykrych ekscesów (obrzucana odchodami karetka wioząca kontuzjowanego Alana Smitha - to tylko jeden z kilkunastu przykładów). Kibice obu klubów mają swoje przyśpiewki na tych drugich i trudno, żeby było inaczej także w Polsce. Co tu dużo mówić, nie lubimy się. Ale to nie oznacza, żeby pozwalać na tak żenujące publikacje, jak ta z Devilpage.pl. Jej autor, niejaki Red81Devil (imienia i nazwiska niestety nie podał) zaznaczył na końcu tekstu, że to jego osobista opinia, niekoniecznie dzielona z redakcją serwisu.
Dzisiaj, dla zaplutych karłów Liverpoolu wszystko ma czarne barwy, bo sędzia to oszust, a wynik powinien być inny. Za to wszystko w poprzednim sezonie było cacy, kiedy w niejasnych okolicznościach zaplute, zawistne karły Liverpoolu zabijały wespół z Chelsea nasze nadzieje na czwarty z rzędu tytuł mistrzowski. Plujcie sobie, karły, w pysk dalej, od naszych osiągnięć się odpieprzcie! Idźcie raczej do dziada, niech wam coś opowie o waszej prehistorii – Heysel, Hillsborough i innych haniebnych zdarzeniach przyspawanych do waszego karlego garba!
Faktycznie, redakcja mogłaby się odciąć od takich wypowiedzi, jak powyższe, ale skoro już zezwoliła na jego publikację u siebie, to niejako oznacza, że jest im przychylna. A to, w mojej opinii, zdecydowanie nie przystoi serwisowi, który liczy na poważne traktowanie. No, chyba, że jest inaczej. Red81Devil (tak a propos - facet ma podobno 30 lat!) w jednym z komentarzy przyznaje, że Devilpage.pl jedynie udostępniło mu miejsce, w którym może publikować swoje wątpliwej jakości wypociny, a sam do redakcji nie należy. Tym bardziej nie rozumiem decyzji administratorów o puszczeniu czegoś takiego.
W zasadzie mało mnie obchodzi opinia, jaką wyrobiła sobie na tym tekście konkurencja. Problem polega na tym, że serwis ten jest nie tylko najpopularniejszy wśród kibiców "Czerwonych Diabłów", ale dzięki wysokiej pozycji w wynikach wyszukiwarki Google, jest też najbardziej znaną stroną traktującą o drużynie z Old Trafford. Tym samym nieprzemyślane działanie redakcji sprawiło narobienie niezłego smrodu wszystkim fanom Man Utd. Dość powiedzieć, że dwa dni temu widziałem, jak jeden z sympatyków Arsenalu publikuje link do tekstu w serwisie Twitter.com.
Ja jestem kibicem Man United uczonym kibicowania temu klubowi u źródeł, w mieście Manchester. I tak, jak się tam kibicuje i traktuje rywali, tak ja o tym piszę. To jest "Moim zdaniem" i wyraźnie to w tekście zaznaczyłem.
Powyższy fragment to jeden z komentarzy samego autora, który przy dość licznych głosach krytyki czytelników (opinii pod tekstem jest już ponad 400) próbuje bronić swojej publikacji. Nie dość, że, jak już wspomniałem, wyrobił opinię nam, kibicom, to jeszcze "wrabia" tych, którzy w Manchesterze mieszkają i tam się urodzili. Czy naprawdę na tym świecie nie ma już za grosz przyzwoitości? Opinia autora jasno wskazuje, że romantyczność futbolu to mit. Że nie można iść ramię w ramię z kibicem rywalizującego klubu. Mało tego, takie teksty tylko podjudzają i zachęcają ("Nie cierpmy Liverpoolu!") do agresji, do nienawiści. A potem się dziwimy, że nie da się pójść na stadion kulturalnie pokibicować albo nie dostać w mordę za samo noszenie takich, a nie innych barw.
Opinia, jak opinia. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sama redakcja, przypominam, najpopularniejszego polskiego serwisu o Manchesterze United przymyka na to oko! Daje ciche przyzwolenie! Dopuszcza do tego, by młodzi, dopiero rozpoczynający kibicowanie "Czerwonych Diabłom" ludzie nauczyli się, że na Liverpool trzeba pluć. Że trzeba przezywać ich kibiców i nienawidzić ich piłkarzy. "You scouse bastards!" zaraz stanie się ich hymnem. Ciekawe czy wrzeszcząc obraźliwe teksty o "The Reds" będą w stanie bez żadnych ściągawek zaintonować chociaż kilka przyśpiewek o "Czerwonych Diabłach"?
Jestem jednak ciekaw skąd Red81Devil czerpie te wzorce. Niedawno w serwisie mufc.pl publikowaliśmy relację Marcina, który miał szczęście pojechać na mecz Manchesteru United. Oprócz samego opisu związanego bezpośrednio ze spotkaniem z Newcastle United, przedstawił on z trochę szerszej perspektywy samo miasto, do którego z pewnością nie jeden z nas chciałby kiedyś się wybrać.
Pod względem atrakcyjności potencjalnych zakupów Manchester wyprzedza zdecydowanie jakiekolwiek miasto w Polsce. Jest też przykładem brytyjskiej "multi-kulti". Na ulicach tęczowo, ludzie wszelkich ras ubierający się po swojemu, nieraz bardzo oryginalnie. Króluje luz i naturalność - nie jest niczym niezwykłym, że kibic ubrany w koszulkę MU idzie ramię w ramię z fanem City, dyskutując o czymś z uśmiechem.
Trzeba pluć na Liverpool, nienawidzić ich, a jednocześnie da się iść ramię w ramię z kibicem Manchesteru City? A może punkt widzenia zależy od... środowiska w jakim się przebywa? Może Red81Devil zwyczajnie trafił nie na tych kibiców, co trzeba?
Redakcja Devilpage.pl nawet nie raczy usunąć tekstu, choć reakcje czytelników są dość jednoznaczne - tylko nieliczni chwalą (sic!) autora i jego publikację. Wolność słowa? Ależ oczywiście, każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii. Szczerze - sam często szydzę z Liverpoolu, ale nie robię tego tak ewidentnie na forum, nie robię tego oficjalnie. Autor miał prawo napisać taki tekst, jaki chciał, ale na prywatnym blogu, a nie firmowanym, w tej chwili jeszcze bardziej wątpliwej jakości, marką Devilpage.
Doceniajmy rywali, ale odetnijmy się raz na zawsze od tego zwału głupoty z Merseyside – ci akurat na szacunek nie zasługują, przede wszystkim angielskie oryginały, ale także ich polskie kserówki, które upodobały sobie nienawiść do nas z pasją równą zacietrzewieniu ich protoplastów.
Autor zdecydowanie zapomniał jakimi ideami kieruje się sport. Szacunek to jedna z podstawowych wartości. Dość powiedzieć, że Wayne Rooney, Rio Ferdinand i Michael Carrick (żeby wymienić "Diabłów" ostatnio reprezentujących swój kraj) potrafią kumplować się na zgrupowaniach z Johnem Terrym czy Stevenem Gerrardem. Jak oni to robią? Przecież Terry to szumowina, nie wspominając już o "bandytyzmie" tego drugiego. Oni jakoś potrafią. Dlaczego kibice nie mieliby szanować sympatyków "The Reds"? Bo tak nie wypada? Litości.
"Trzeba uderzyć pięścią w stół i powiedzieć zaplutym karłom, że są zaplutymi karłami, wszarzami i śmieciami, a nie udawać, że się nic nie dzieje" - pisze w kolejnym swoim komentarzu szanowny pan autor. Dla mnie miazga. Trudno w ogóle w jakikolwiek sposób się do tego odnieść. 30-letni facet obraża i szkaluje jakąś grupę ludzi, tylko dlatego, że kibicują danemu klubowi. I robi to w taki sposób, że trudno to ogarnąć. Ciekaw jestem tylko czy byłby na tyle odważny, gdyby nie robił tego anonimowo. Ja bym się zwyczajnie wstydził, nawet pod pseudonimem. Ciekawych wypowiedzi Red81Devila zapewne mógłbym zacytować jeszcze więcej, ale przeglądanie tych wszystkich komentarzy to zwyczajna strata czasu. I skąd on w ogóle wziął te "zaplute karły"?!
W serwisie mufc.pl nigdy do takiej publikacji by nie doszło. Nie tylko dlatego, że robimy wszystko, by prezentować odpowiedni poziom tekstów i obiektywizmu, ale też przede wszystkim dlatego, że nikt nie wpadłby na pomysł, żeby stworzyć takiego potworka. Śmiejemy się z Liverpoolu, owszem, ale w granicach dobrego smaku. Pamiętając, że każdy klub ma swoją wieloletnią historię, do której trzeba odnieść się z szacunkiem.
Inne teksty tego autora:
- Ferguson i jego największe wyzwanie (The Guardian)
- Wideo: czy Agger faulował Berbatowa? (myspace.com)
- Ferguson - Dalglish: bezpośrednie pojedynki (itv.com)
- Beckham - legenda "pod publiczkę"? (RepublikOfMancunia.com)
- I co z tego, że "człapie"? (RepublikofMancunia.com)




Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.










