Ferguson i jego największe wyzwanie
11 stycznia 2011, 14:38 | Kornel Kasprowicz | Źródło: The Guardian
Był wrzesień 2002 roku, gdy sir Alex Ferguson wypowiadał zdanie, które nieważne gdzie i w jakiej sytuacji przytaczane (oczywiście obok sławetnego już cytatu: "Futbol, jasna cholera!" po wygranej z Bayernem Monachium w 1999 roku), automatycznie kojarzy się z 69-letnim menedżerem Manchesteru United. Były to słowa, a w zasadzie deklaracja, która już niedługo, prawdopodobnie na zakończenie obecnego sezonu, ma dużą szansę zostać spełnioną.
"Czerwone Diabły" przechodziły wówczas tak trudny okres, że wydawało się, że lada moment zadaszenie Old Trafford może się zawalić. Wcześniejszy sezon podopieczni sir Aleksa Fergusona zakończyli z dziesięciopunktową stratą do Arsenalu, a zaledwie miesiąc po rozpoczęciu kolejnej kampanii tracili do "Kanonierów" już sześć "oczek". Wówczas Alan Hansen, który przed laty nieskutecznie prorokował, że Ferguson nigdy nie zdobędzie mistrzostwa grając wychowankami, określił sytuację menedżera z Old Trafford mianem "największego wyzwania jego kariery". Na reakcję nie trzeba było długo czekać - odpowiedź sir Aleksa była błyskawiczna i bolesna niczym atak kobry:
"Moim największym wyzwaniem było strącenie Liverpoolu z ich pier... grzędy. I możecie to wydrukować."
Ostatni tytuł zespołowi z Anfield Road udało się zdobyć w 1990 roku, a sir Alex Ferguson zaczął swoją dominację w angielskiej ekstraklasie dopiero trzy lata później. W międzyczasie o mistrzostwo ligi walczyły ze sobą Arsenal i Leeds United. Mimo to, wszyscy doskonale wiedzieli, co na myśli miał Ferguson, a fakty były takie, że nie można było wykluczyć, że sytuacja Liverpoolu jeszcze się pogorszy zanim stanie się ona lepsza.
Na chwilę zapomnijmy o tym, że Manchester United gra obecnie nie najlepiej. Faktem jest, że poza jednym listopadowym spotkaniem w Carling Cup z West Ham United, "Czerwone Diabły" nie przegrały ani jednego meczu. Wszystko zdaje się składać do kupy i o ile nie wydarzy się nic niespodziewanego, trudno sobie wyobrazić, by piłkarze Fergusona nie zdobyli w tym sezonie mistrzostwa, co uczyniłoby ich najbardziej utytułowaną drużyną w historii Ligi Angielskiej z dziewiętnastoma pucharami, a więc jednym więcej od "The Reds".
Oczywiście to twierdzenie wypowiadane jest z pewną dozą ostrożności. Nie jest bowiem tajemnicą, że piłkarze United w tym sezonie jeszcze nie zaprezentowali wybitnej formy. Gdy wygrywali kolejne spotkania nie było widać tej spójności, której się po nich oczekuje. Podobnie było w niedzielnym meczu pucharowym z Liverpoolem na Old Trafford. Gospodarze nie przeważali dopóki z boiska nie wyleciał Steven Gerrard, ale nawet później nie było widać po "Czerwonych Diabłach" by absolutnie zdominowali rywala, który w ligowej tabeli jest zaledwie cztery punkty nad strefą spadkową i w dodatku grał bez swojego najlepszego zawodnika. Publiczność na Old Trafford była oczywiście uradowana z wygranej, ale dość umiarkowanie. Występ Man Utd był zdecydowanie bardziej efektywny niż efektowny.
Jednak to, co widzimy, to drużyna zwycięzców, grająca bez strachu i demonstrująca taki rodzaj wiary we własne umiejętności, której doskonalenie zajmuje wiele lat. To wyjątkowa mentalność, mieszanka odpowiedniego know-how z doświadczaniem wielu różnych sytuacji, a także wiedzy oraz umiejętności pokonywania przeszkód i problemów, które niejednokrotnie mogą zaważyć na całym sezonie.
Przeglądając kadrę Manchesteru United można się zastanawiać, o co tyle hałasu. Rio Ferdinand, dla przykładu, był w niedzielę prawdopodobnie najlepszym piłkarzem na boisku, a przecież nie tak dawno niektórzy uważali, że jego koniec jest bliski (częste kontuzje pleców). Michael Carrick i Darren Fletcher zostali postawieni na nogi po spadku formy. Pewność siebie Jonny'ego Evansa została, po cichu, za kulisami, odbudowana. Rafael da Silva w końcu nauczył się jak bronić. Dymitar Berbatow jest o wiele lepszy niż jeszcze sezon temu. Nani rozwija się jeszcze szybciej - w ostatnich 40 występach zanotował w sumie 38 goli i asyst.
W zasadzie jedynym nierozwiązanym problemem jest brak formy strzeleckiej Wayne'a Rooneya - jak na razie 25-latek ma na koncie tylko trzy trafienia, choć w ubiegłym sezonie zdobył aż 34 bramki. Mimo to, jego "impotencja" w strzelaniu goli nie wpływa na wyniki zespołu i jest to świadectwo wspaniałej pracy Fergusona. Rooney czasami grał, jak piłkarza jego klasy, dramatycznie słabo, ale inni wyszli przed szereg i pociągnęli drużynę. W tym sezonie na listę strzelców wpisało się już 18 zawodników, a w niedzielę o mały włos byłoby ich dziewiętnastu, gdyby Evans trafił w bramkę zamiast słupek.
Szukając słabych punktów zbyt wielu się ich nie znajdzie. 35-letni Gary Neville jest chyba jednym z nich, jednak po jego występie z West Bromwich Albion w noworocznej kolejce Premier League został odsunięty od składu. Rooney, który ma wrócić po kontuzji już w najbliższy weekend, wkrótce zapewne zacznie strzelać. Nemanji Vidicia w niedzielę zabrakło, ale również powinien wyzdrowieć na starcie z Tottenhamem Hotspur, a Tomasz Kuszczak w trzech ostatnich spotkaniach bardzo dobrze zastępuje chorego Edwina van der Sara, więc nie będzie dramatu, jeśli holenderski golkiper znów wypadnie ze składu.
Odpadnięcie Liverpoolu z rozgrywek o Puchar Anglii było dla nich z pewnością bardzo bolesne, ale o wiele większy ból może im sprawić to, co dopiero nastąpi.
Inne teksty tego autora:
- Wideo: czy Agger faulował Berbatowa? (myspace.com)
- Ferguson - Dalglish: bezpośrednie pojedynki (itv.com)
- Beckham - legenda "pod publiczkę"? (RepublikOfMancunia.com)
- I co z tego, że "człapie"? (RepublikofMancunia.com)
- Big United Quiz: Giggs kontra Ferguson (youtube.com)




Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.










