Sobota spod znaku "Diabła"
27 listopada 2010, 20:22 | Kornel Kasprowicz | Źródło: własne
27 listopada 2010 roku to data, która na stałe wpisze się do historii Manchesteru United. "Czerwone Diabły" zdemolowały aż 7:1 Blackburn Rovers w rozegranym na Old Trafford ligowym spotkaniu. Dla podopiecznych sir Aleksa Fergusona, a w szczególności dla Dymitara Berbatowa, strzelca aż pięciu bramek, był to dzień wyjątkowy. I nie ograniczajmy się tu jedynie do tych zawodników, którzy wciąż są w klubie i biegali tego dnia po murawie "Teatru Marzeń"...
Gdy już w drugiej minucie meczu Berbatow otwierał jego wynik, mało kto spodziewał się, że na Old Trafford dojdzie do pogromu. Nawet po zakończeniu pierwszej połowy, w której gospodarze zdobyli trzy gole, głównie optymiści przewidywali, że końcowym wynikiem ewentualnie będzie wygrana 5:0.
Okazało się, że faktycznie, 5:0 było, ale w bezpośrednim pojedynku bułgarskiego napastnika z bramkarzem Blackburn, Paulem Robinsonem, i to już w 70. minucie gry. Oprócz 29-letniego byłego zawodnika Tottenhamu do siatki rywala trafili jeszcze skrzydłowi - Ji-sung Park i Nani. I choć na liście strzelców widniały tylko trzy nazwiska ze składu "Czerwonych Diabłów", powodów do zadowolenia miało ich więcej - Wayne Rooney i Anderson zaliczyli po dwie asysty, a gola na 4:0 wypracował Berbatowowi wspomniany Nani.
Końcowy rezultat jest po prostu fenomenalny dla kibiców Manchesteru United (to ósma wygrana 7:1 w historii klubu), ale jeśli spojrzeć na wydarzenia piłkarskie nieco szerzej, można zauważyć, że gwiazdy akurat tego dnia ułożyły się pod znakiem "Czerwonego Diabła". Szczęście bowiem dopisywało również innym zawodnikom, mocno związanym obecnie lub w przeszłości z Old Trafford.
W rozgrywanych równolegle spotkaniach 15. kolejki Premier League, szansę gry dostało dwóch wypożyczonych z United podopiecznych Fergusona. I te szanse świetnie wykorzystało. Tom Cleverley, broniący obecnie barw Wigan Athletic, zagrał pełne 90 minut w wyjazdowym pojedynku z West Ham United. I choć jego zespół przegrał 1:3, to właśnie jedynego gola dla przyjezdnych strzelił pomocnik Man Utd.
Z równie dobrej strony pokazał się Danny Welbeck, znajdujący się w ostatnich tygodniach w wybornej formie. 19-latek zdobył swojego czwartego gola w trzecim meczu z rzędu - młody napastnik podwyższył prowadzenie Sunderlandu w pojedynku z Wolverhampton na 2:1. Niestety, w przedostatniej minucie spotkania jego zespół stracił trzecią, decydującą o ostatecznym wynik bramkę i nie zdobył nawet punktu. A strzelcem gola okazał się... były zawodnik Man Utd, Sylvan Ebanks-Blake.
Dobra, manchesterowska aura, działała także poza stadionami angielskiej ekstraklasy. W momencie, gdy Berbatow i spółka udali się do szatni na przerwę, jeden z najskuteczniejszych napastników w historii "Czerwonych Diabłów", Ruud van Nistelrooy, zdobywał gola na 4:2 dla niemieckiego Hamburgera SV.
Z kolei w Pucharze Anglii mieliśmy dwa akcenty związane z Manchesterem United. Najpierw ten istotniejszy - świetny występ na Old Trafford musiał najprawdopodobniej zadziałać pozytywnie także i na Jamesa Chestera, obrońcę wypożyczonego do grającego w League One zespołu Carlisle United. 21-latek został bohaterem pojedynku drugiej rundy z Tamworth, zdobywając gola na 3:2 w 90. minucie meczu i jednocześnie zapewniając ekipie "The Cumbrians" awans do kolejnego etapu FA Cup.
W tym samym czasie na stadionie Brighton & Hove Albion o trzecią rundę rozgrywek walczyli piłkarze FC United of Manchester - klubu, który powstał z inicjatywy kibiców "Czerwonych Diabłów" przeciwnych rodzinie Glazerów. Pół-amatorski zespół sprawił już jedną sensację, eliminując w pierwszej rundzie dużo wyżej notowanego rywala. W sobotnim meczu było równie blisko sensacji, bo do 83. minuty goście prowadzili 1:0. Niestety przez ostatnie 20 minut musieli grać w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Steve'a McManusa i zespołowi Brighton udało się wyrównać stan meczu. Jednak magia Manchesteru tego dnia była bardzo silna i znowu, gdy sędzia kończył pojedynek na Old Trafford, bramkarz FCUM, Sam Ashton, wybronił rzut karny w ostatniej minucie gry i zapewnił swojej drużynie powtórkę spotkania na własnym obiekcie.
Jak widać sobotniego popołudnia cieszyć mogli się nie tylko kibice i piłkarze z Old Trafford, ale również ci zawodnicy, którzy spędzili tam część swoich karier lub obecnie zbierają doświadczenie na wypożyczeniu. Tego dnia magia "Teatru Marzeń" zadziałała z jeszcze większą niż dotychczas mocą, pamiętając o piłkarzach i fanach (FCUM), oddalonych o dziesiątki, setki i tysiące kilometrów. A tak już nawiasem mówiąc, Giuseppe Rossi zanotował dzisiaj asystę...
Inne teksty tego autora:
- Problemy Rooneya były kwestią czasu? (własne, BBC Sport)
- Hargreaves musi być w kadrze! (Republik of Mancunia)
- Wideo: Scholes i Giggs zatrzymują Parkera (Goal.com, Youtube.com)
- Historia Madsa Timma - ku przestrodze (thebusbyway.com)
- Mike Dean - gwarancja "jedenastek"? (The Guardian)




Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.










