Antonio, trzymaj się!
17 września 2010, 23:38 | Błażej Duda | Źródło: własne
Nie mogło być lepszej wiadomości niż ta przekazana dziś przez sir Aleksa Fergusona: Antonio Valencia może powrócić na boiska Premier League już w lutym. Po rozczarowującym wyniku uzyskanym przeciwko Evertonowi i kolejnym już bezbarwnym występie nieobecnego duchem Wayne'a Rooneya z Glasgow Rangers, kibice "Czerwonych Diabłów" mieli dość utrapień na głowie. Ostrożny optymizm w kwestii urazu Ekwadorczyka warto więc łykać bez recepty.
Licytacja zaczęła się od dwunastu miesięcy, choć nerwowi fani wieszczyli Ekwadorczykowi nawet koniec kariery. Bardziej stonowane komentarze przewidywały, że Valencia nie pomoże Manchesterowi United w walce o tegoroczne trofea. Szybko jednak pojawiły się informacje od specjalisty z kadry Ekwadoru Hectora Bohorqueza, który okres absencji oszacował na sześć miesięcy. Lekarze bezpośrednio nadzorujący Antonio ośmielili się z kolegą po fachu nie zgodzić i termin powrotu piłkarza wyznaczyli na luty.
Zaledwie pięć miesięcy rozbratu z futbolem można nazwać "szczęściem w nieszczęściu". Niemniej syndrom drugiego sezonu ujawnił się w przypadku utalentowanego skrzydłowego w wyjątkowo okrutny sposób. To jedna z bardziej szokujących kontuzji jaką widziałem w ostatnich latach, przede wszystkim dlatego, że dotyczy piłkarza nam bliskiego. Osobiście nic nie ruszyło mnie tak od czasu gdy Axel Witsel brutalnym zagraniem odesłał do szpitala niezniszczalnego, wydawałoby się, Marcina Wasilewskiego. Z kolei wszyscy kibice United z kilkuletnim stażem pamiętają o paskudnej kontuzji Alana Smitha, do której sir Alex porównywał uraz Valencii.
18 lutego 2006 roku na Anfield Road Liverpool wygrywa z Manchesterem United 1:0 w meczu FA Cup. W doliczonym czasie gry nadarza się okazja do podwyższenia. John Arne Riise oddaje atomowy strzał, który blokuje Alan Smith. Pomocnik upada jednak na murawę tak nieszczęśliwie, że doznaje złamania w stawie skokowym. Nienaturalnie wygięta stopa Anglika "wskazuje Hong Kong", a widok urazu jest na tyle drastyczny, że Ruud van Nistelrooy momentalnie przeklina swoją ciekawość. Można się spierać, że napastnik, który już po przyjściu Wayne'a Rooneya stracił status w drużynie, nigdy nie odzyskał pełni formy. Równie dobrze można się zastanawiać, gdzie byłby Anglik bez pozytywnego nastawienia i serca do gry. Smith powrócił we wrześniu 2006 roku, zaliczając ostatnie pięć minut meczu na Estadio da Luz z Benficą Lizbona. Pięć minut, okraszonych, jak zaznacza Wikipedia, kilkoma odważnymi wślizgami.
- Nie da się zaprzeczyć, że powrót po takiej kontuzji to długa droga, ale z odpowiednią determinacją to możliwe. Przez tygodnie praktycznie nic nie robisz, później całe dnie spędzasz u specjalistów, fizjoterapeutów i na siłowni. Musisz wzmocnić nogę, zanim choćby pomyślisz o kopnięciu piłki. Myśl o powrocie na boisko cię napędza, niezależnie od tego jak odległy może się wydawać ten moment - wspomina Smith.
Dla Antonio równie poważne konsekwencje jak konieczność długotrwałej rehabilitacji i szukania rytmu meczowego może nieść utracenie miejsca w składzie. Mimo całej otoczki "klubu rodzinnego", w Manchesterze United panuje silna konkurencja o pozycję w jedenastce, jak przystało na klub z najwyższej półki. I choć pozornie sytuacja kadrowa na skrzydłach, wraz z 63. minutą meczu z Glasgow Rangers, z dobrej stała się niepokojąca, nie oznacza to, że Antonio może czuć się komfortowo. Po bardzo dobrym pierwszym sezonie, Ekwadorczyk umościł sobie miejsce nie tylko na prawym skrzydle Manchesteru United, ale też w Drużynie Roku PFA. Mało przekonujący start bieżących rozgrywek, oznaczał jednak, że Valencia musiał ustąpić miejsca na prawej flance Naniemu. Portugalczyk swoją szansę wykorzystał, zaliczając w czterech meczach ligowych 4 asysty i dokładając gola z West Ham United.
Trudno uznawać za przypadek, że to właśnie na prawym skrzydle Nani zbiera najwyższe noty, co było zauważalne także w zeszłym sezonie. Cała nadzieja w tym, że kiełkujący talent Naniego za pół roku pozwoli mu tak jak Cristiano Ronaldo grać z powodzeniem także na lewym skrzydle. Niestety, jako mniej wszechstronny zawodnik, Antonio skazany jest wyłącznie na prawą flankę, toteż ewentualna utrata ciężko wywalczonego miejsca musiałaby być ciosem. Szczególnie jeśli do gry pod jego nieobecność włączą się młode wilki: Gabriel Obertan, bądź Bebe.
Kontuzja Valencii stała się niespodziewanie elementem "większej układanki", nie tylko jeśli chodzi o skład wicemistrzów Anglii. Zdaniem menedżera Sunderlandu, Steve'a Bruce'a winę za uraz Ekwadorczyka i liczne podobne przypadki ponoszą... nowoczesne buty, do spółki z murawą. Były kapitan "Czerwonych Diabłów" doszedł do takich wniosków po tym jak urazu w pozornie niegroźnej sytuacji nabawił się Fraizer Campbell. Młody napastnik w meczu z Manchesterem City poważnie uszkodził kolano i na boisko nie wyjdzie przez następne sześć miesięcy.
- Współczesna nawierzchnia jest tak dobrze utrzymana, tak solidna, że czyni ją to o wiele twardszą niż dawne murawy. Także odmiany trawy są twardsze i łatwo zaklinować but w murawie. Sądzę, że musimy spojrzeć na ten problem.
Bruce powiązał ten fakt z coraz bardziej rozpowszechnioną modą na tzw. lanki, które wypierają korki z tradycyjnymi wkrętami. Cenione przez piłkarzy za przyczepność i lekkość, która umożliwia osiąganie sprinterskich prędkości, zdaniem Bruce'a chronią stopy graczy równie "dobrze", co klapki.
- Myślę, że powinniśmy przeprowadzić gruntowne badania dotyczące współczesnej murawy i obuwia. Chciałbym zobaczyć porównanie poważnych kontuzji graczy noszących lanki z tymi, którzy noszą buty z wkrętami.
Nie trzeba szukać daleko, by przypomnieć sobie więcej przypadków, które czynią tą kwestię szczególnie interesującą. Pytanie ile z tych kontuzji rzeczywiście wynika z niezdrowej mody czy presji wywieranej przez sponsorów, którzy wymagają od swoich "twarzy" pokazywania się w kosmicznym obuwiu, a na ile jest to tylko pechowe zrządzenie losu.
W lutym pomocnik Manchesteru United, Anderson, przez nikogo nie atakowany, zerwał więzadła krzyżowe w meczu z West Ham i od tamtego czasu nie wrócił do pierwszego składu. Były "Diabeł" David Beckham stał się z kolei bohaterem jednej z bardziej dramatycznych, a zarazem kuriozalnych kontuzji, na chwilę przed wielkim powrotem na arenę międzynarodową. Inna podpora kadry, 37-letni Gregory Coupet także wykluczył się z mundialowych zmagań po pechowym kontakcie z murawą. W listopadzie 2009 w meczu Paris Saint Germain z AJ Auxerre golkiper próbuje uratować swoją drużynę przed rzutem rożnym, jednak pogoń za piłką kończy się złamaniem nogi w kostce. Tym bardziej koszmarnym, że dla piłkarza u schyłku kariery powrót na boisko musi być szczególnie trudny. Kwestią sporną pozostaje czy większej traumy nie przeżywają jednak piłkarze młodzi, jak Antonio Valencia, natomiast kontuzje atakujące ze zgoła niespodziewanej strony są tym, czego każdy piłkarz pragnie uniknąć.
Nawet jeśli Steve Bruce nie ma racji, na pewno leży mu na sercu dobro piłkarzy w równie wielkim stopniu jak kibicom, którzy nade wszystko cenią zdrowie swoich bohaterów. Udział Bruce'a w ewentualnej kampanii przeciw "astro-butom" miałby także kontekst osobisty. Valencia jest przecież byłym podopiecznym Anglika z czasów jego pracy w Wigan Athletic.
- Bardzo dobrze znam Antonio i jeśli ktoś może powrócić po takim wypadku to na pewno on. To jeden z najbardziej oddanych dzieciaków z jakimi pracowałem. Jest tak silny i twardy jak to tylko możliwe. Musi taki być.
I nikt nie wątpi, że będzie.
Inne teksty tego autora:
- Po co nam Michael Carrick? (zonalmarking.net, własne)
- Złość i brak formy Rooneya (Telegraph; własne)
- Rafa i Fergie w bitwie raperów! (redcafe.net)
- Meksykańska fala na angielskich boiskach (Bagsy Not In)
- Słodka zemsta na Milanie (własne)




Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.










