Na co stać "dzieciaki Fergusona"?
11 sierpnia 2010, 17:13 | Marcin Kubiak | Źródło: własne
"Nic nie wygrasz z tymi dzieciakami, Fergie!" - te słynne już słowa wypowiedział pod adresem szkockiego menadżera przed rozpoczęciem sezonu 1995/1996 ekspert stacji BBC, Alan Hansen. Doświadczony trener zdecydował się na krok z pozoru szalony - sprzedał wielu klasowych graczy, obytych w ligowych bojach, a ich miejsce zajęli młodzi wychowankowie: David Beckham, bracia Neville'owie, Paul Scholes, czy Nicky Butt. W maju 1996 roku to sir Alex mógł pouczać byłego gracza Liverpoolu, jednocześnie polerując swoje ulubione trofeum za Mistrzostwo Anglii oraz nieco mniejszy Puchar Anglii. Wydaje się, że dziś zbliżamy się do dnia, w którym klubem znów zawładną "dzieciaki".
Fani United przyzwyczaili się, że lato to okres wyliczanek, które na wszelkiego rodzaju portalach i forach trwają od bladego świtu do późnej nocy. Najczęściej wyglądają one niczym wielka giełda nazwisk: "Villa, Aguero, Benzema, Pjanić, J. Cole, Raul, Romario, Zidane...". Zachęcani przez niezwykle płodnych literacko i obdarzonych fantazją dziennikarzy, kibice budują swoje prawdziwe "dream teamy" pod szyldem MU. Ostatnio jednak nawet najwięksi wirtualni krezusi musieli zauważyć, że Manchester zmienił politykę, a co za tym idzie - należało powściągnąć nieco wodze wyobraźni. Na wydawanie 30 milionów funtów po wpadce z Dymitarem Berbatowem nie ma bowiem co liczyć. Większość ekspertów i kibiców przyczyn szuka w długu, jakim klub z północno-zachodniej Anglii uraczyli pewni "miłośnicy soccera" z USA. Faktycznie, brak dostatecznych środków finansowych może być decydujący, jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, że niechęć do przepłacania (bo na tym polegają ostatnio wielkie, i nie tylko, transfery) jest równie istotna w przypadku Fergusona. Popierają go doświadczeni piłkarze, tacy jak Ryan Giggs, który wyznał, że zespół nie potrzebuje nowych "głośnych nazwisk". Ależ zafrasowaną minę musiał mieć agent Mesuta Oezila, który z pewnością liczył na kilka groszy uciułanych przy okazji transferu swojego klienta do Anglii.
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że znakomity pomocnik Werderu może mimo wszystko zawitać do United i "poczuć się Czerwonym Diabłem" niczym niegdyś Javier Mascherano. Wiele wskazuje jednak na to, że MU podąży drogą Ajaksu bądź Arsenalu i postawi niemal wyłącznie na młodych. Wymaga to wielkiej odwagi, ale patrząc na potencjał, jakim dysponują Jonny Evans, Rafael da Silva, Federico Macheda czy nowy nabytek - Javier Hernandez, nie trzeba martwić się na zapas. W końcu wielką dumą fanów MU było przez lata wychowywanie wspaniałych piłkarzy, którzy za trud, jaki włożono w ich piłkarskie wyszkolenie, odwdzięczali się grą z polotem i pasją. Dysponując znakomitą siecią skautów, sir Alex Ferguson nie musi ograniczać łowów na młode perełki do okolic Manchesteru czy Londynu. Tereny Ameryki Północnej i Południowej, a także Afryki czy Europy obfitują w talenty, które można zwerbować i oszlifować w znakomitej akademii.
"A to wszystko już za 10,99!" - jak głosiłaby reklama "Chicharito" w Tesco. Porównując bowiem ceny młodych i często nieznanych zawodników do gwiazd europejskiej piłki, przyznać trzeba, że ci pierwsi sprzedawani są po cenach promocyjnych. W kolejce, by udowodnić swą wartość nie tylko w meczach Reserve League, czeka cała zgraja młodych gniewnych (m.in. Corry Evans, Danny Welbeck, Fabio Da Silva i inni). Pamiętajmy również, że ci, których wymieniam w tym tekście, to tylko wierzchołek góry lodowej. Jeśli wierzyć sztabowi szkoleniowemu, w Carrington roi się od zdolnych 13- i 14-latków. Po cóż więc kolejne niewypały typu Juan Sebastian Veron albo piłkarze, którzy ostatnio bardzo zawodzą jak Michael Carrick, Dymitar Berbatow czy (oczywiście to odrębny przypadek i nie chcę go za to winić) Owen Hargreaves?
By dodać łyżkę dziegciu do słoika miodu, przyznać trzeba, że większość wychowanków, zamiast zawitać do pierwszego składu, trafia na wypożyczenie, a później odchodzi do klubów pokroju Sunderlandu, Ipswich, Newcastle, itd. Jednak w wielkich europejskich klubach jest to proces nieuchronny. Sir Alex Ferguson, widząc jaką karierę robi Gerrard Pique i jak dobrze radzi sobi Giuseppe Rossi, powinien wyciągnąć wnioski i zaoferować młodym graczom United więcej szans, by grać w meczach ligowych. Oprócz tego, pamiętać należy, że nieco starsi gracze jak Wayne Rooney, Darren Fletcher czy Patrice Evra jeszcze długo nie powinni myśleć o emeryturze. Oni stanowiliby trzon zespołu, który pokazałby młodszym, jak się zwycięża na najwyższym piłkarskim poziomie. Dodając do tego transfery uzupełniające, które finalizowane byłyby bez wielkiego medialnego szumu i za przyzwoitą cenę, mamy obraz drużyny, która być może nie od razu, ale po pewnym czasie walczyłaby o najwyższe cele na wszystkich frontach.
Być może wizja, którą przedstawiam, wyda się stworzona "ku pokrzepieniu serc" - niczym dzieła Henryka Sienkiewicza przed odzyskaniem niepodległości. Jednak historia United jednoznacznie wskazuje, że warto stawiać na "swoich". I chociaż Ajax czy Arsenal nie są potentatami we własnych krajach, często przegrywając ostateczną walkę o "majstra", to jednak ze swoją niesłychanie zdolną młodzieżą o przyszłość bać się nie muszą. Skoro potrzebujemy silnego teamu, ale nie stworzonego kosztem milionów funtów wpompowanych w nowe gwiazdy, które często zawodzą, lepszego wyjścia nie widzę. "Dzieciaki" z Old Trafford jeszcze nie raz mogą udowodnić wszystkim wyższość na swoim podwórku.
Inne teksty tego autora:
- Oceny piłkarzy MU za sezon 2009/2010 (własne)
- Celebracja tytułu, którego nie będzie (własne)




Szósty lutego 1958 roku to tragiczna data w historii Manchesteru United. W tym dniu doszło do katastrofy samolotu, którym drużyna z Old Trafford wracała do Anglii po meczu w Pucharze Europy. Zginęły 23 osoby, w tym ośmiu zawodników "Czerwonych Diabłów", a ciężko ranny został m.in. menedżer zespołu, Matt Busby.










