Celebracja tytułu, którego nie będzie
9 maja 2010, 12:16 | Marcin Kubiak | Źródło: własne
Już za kilka godzin do ostatnich pojedynków staną w szranki zespoły Barclays Premier League. O najwyższą stawkę walczą ekipy Manchesteru United i Chelsea, które podejmują odpowiednio Stoke City i Wigan. Wydaje się, że przy jednopunktowej przewadze "The Blues" losy tytułu są przesądzone. Wiemy jednak doskonale, że w historii klubu z Old Trafford niejednokrotnie dochodziło do niewyobrażalnych cudów. Co w takim razie zrobić, jeśli i tym razem historia się powtórzy?
Choć moja wiara w końcowy triumf również jest nikczemnie blada, niewyraźna i boi się odezwać, postanowiłem zachęcić fanów "Czerwonych Diabłów" do przemyślenia istotnej kwestii. W przypadku sukcesu MU oraz Wigan nasi ulubieńcy wywalczą rekordowe 19. mistrzostwo kraju i jednocześnie czwarte z rzędu. Jak chcecie uczcić ten wiekopomny sukces, którego zapewnie nie będzie? Nie zastanawialiście się nad tym? Oto kilka ciekawych sposobów na celebrację "majstra":
1. Radość a la Ryan Giggs.
Niesłychanie proste w realizacji nawiązanie do celebracji "Walijskiego Czarodzieja" po pamiętnym golu w meczu z Arsenalem w półfinale FA Cup (sezon 98/99). Po końcowym gwizdku należy wybiec z lokalu/mieszkania, zdejmując jednocześnie koszulkę i machać nią nad głową, by po kilku okrążeniach rynku czy osiedla wpaść sprintem prosto w grupę nic nie rozumiejących przechodniów. Celebracja ta jest najbardziej atrakcyjna, gdy, tak jak pierwowzór, posiadacie bujnie owłosioną klatkę piersiową. W przypadku, gdy nie dysponujecie naturalnymi włosami można dokleić sztuczne. Przy dużej prędkości nikt nie zauważy…
2. Celebracja a la Ronaldo.
Choć nie jest on już piłkarzem naszego klubu, pamięć o nim wśród fanów United jest bardzo żywa. By nawiązać do tego wspaniałego piłkarza wystarczy położyć się na ziemi i głośno szlochać*. Można przy tym zakrywać twarz dłońmi. Nie wskazane jest łapanie się za głowę, bowiem żeby przypominać Cristiano wcześniej wylejecie na nią litr żelu. Po zakończonym przedstawieniu na wszystkie pytania "co właściwie, do cholery, robiliście?" odpowiadacie ze stoickim spokojem "tylko Bóg zna przyszłość…". Celebracja ta jest o tyle praktyczna, że w razie porażki można zastosować ją z jeszcze większym powodzeniem.
*UWAGA! Jeżeli płacz nie przychodzi Wam równie łatwo, co wrażliwemu Portugalczykowi, warto zaopatrzyć się w worek cebuli. To zawsze działa.
3. Salto a la Nani.
Kolejna popisowa cieszynka rodem z Półwyspu Iberyjskiego. Najlepiej wykonać ją w pubie przy dużej widowni. Wskakujecie na stół, rozpędzacie się, po czym, robiąc swego rodzaju pół-fikołka, lądujecie z trzaskiem na innym stole. Gdyby oniemiała publika nie wiedziała co właściwie chcieliście wykonać, puszczacie jej filmiki o portugalskim skrzydłowym znalezione na YouTube. Celebracja polecana wszystkim tym, którzy głowią się nad sposobem otrzymania zwolnienia lekarskiego zamiast wykorzystanego już urlopu.
4. Celebracja a la "Tata Roku".
Jeżeli dzierżycie dumne miano ojca i głowy rodziny, możecie pokusić się o naśladowanie kapitana Chelsea. Zaraz po meczu umawiacie się z dziewczyną najlepszego kumpla i spędzacie z nią upojną noc w hotelu. Po wszystkim dajecie cynk którejś z koleżanek owej panny, by rozpowiedziała to wszystkim dookoła. Na koniec stajecie się obiektem żartów i pośmiewiskiem całej dzielnicy czy miasta, a wasz kumpel ostentacyjnie nie podaje wam ręki. Po co to robicie? Nie mam zielonego pojęcia…
5. Buziaczki a la Steven Gerrard.
Jeżeli nie macie możliwości wznieść żadnego pucharu tak, jak słynny kapitan Liverpoolu, możecie spróbować tego, co on. Zamiast tradycyjnej celebracji podbiegacie po kolei do wszystkich aparatów bądź kamer, jakie znajdują się w pobliżu i całujecie ich obiektywy. Jest to niezwykle uroczy sposób okazania radości ale wiąże się z pewnym zdegustowaniem właścicieli obślinionego sprzętu.
Jak widać sposobów okazania radości jest mnóstwo, a inspiracje warto czerpać od najlepszych futbolistów w Anglii czy Europie. Jeżeli mimo wszystko Wigan nie sprawi Wam tej przyjemności, zapamiętajcie wszystkie te efektowne celebracje. Z pewnością przydadzą się za rok!
Inne teksty tego autora:




Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.










