Koincydencja pecha, nieszczęścia oraz przypadku
8 kwietnia 2010, 17:11 | Jarosław Burda | Źródło: własne
Manchester United w ostatnich trzech sezonach systematycznie grał w półfinale Ligi Mistrzów. Teraz "Czerwone Diabły" ustępują miejsca Bayernowi Monachium po bardzo dramatycznym dwumeczu, przy okazji przegrywając z Chelsea i zmniejszając tym samym swoje szanse na mistrzostwo Anglii. Zszokowani? Ktoś przestrzegał przecież wcześniej w komentarzach, pisząc: "8 dni, które wstrząsną Old Trafford". Całkiem jednak prawdopodobne, że zdecydowała o tym tylko jedna sytuacja...
Gdyby Rooney wtedy nie pobiegł...
Nie mam rzecz jasna na myśli gola strzelonego przez Didiera Drogbę ze spalonego, niesłusznie przyznanej kartki dla Rafaela da Silvy czy też bramki Ivicy Olicia. W ostatniej akcji meczu na Allianz Arena kontuzji doznał przecież Wayne Rooney. Przez ostatnie osiem dni nie było chyba ważniejszej sprawy od stanu jego zdrowia i ewentualnego szybszego powrotu na boisko. "Wazza" wybiegł wczoraj w pierwszym składzie i efekt widać było gołym okiem.
Gole strzelał Nani ale nikt nie ma chyba wątpliwości jak ogromny wpływ na grę "Czerwonych Diabłów" wywiera Rooney. W przerwie wczorajszego meczu przypomniałem sobie nawet ton głosu sir Aleksa Fergusona, kiedy mówił: "Wayne can have the same impact that Eric Cantona had at this club, there's no doubt about that". Pomyśleć, że nasz najlepszy piłkarz mógł przecież nie cofać się za Mario Gomezem w ubiegły wtorek. Z tej racji jestem także ciekawy czy wśród użytkowników mufc.pl są jacyś zwolennicy pisania alternatywnej wizji dziejów?
Z Chelsea mogliśmy grać później
Gorszy termin na decydujące spotkanie z "The Blues" nie mógł się pewnie trafić. No może jeszcze 24 kwietnia czyli pomiędzy potyczkami półfinałowymi. Już w notce "Decydujący trójmecz czas zacząć" zwracałem uwagę na to, pozwolę sobie je tak nazwać, rzadko występujące zjawisko. Interesujące, że kluczowy mecz z Chelsea w sezonie 2007/2008 także graliśmy w "przerwie" pomiędzy potyczkami w Champions League. Tylko, że wtedy podopieczni Avrama Granta grali jeszcze w Lidze Mistrzów.
Teraz piłkarze ze Stamford Bridge mogli się przez cały tydzień skupiać tylko i wyłącznie na sobotnim meczu, podczas gdy podopieczni Fergusona walczyli jeszcze w Monachium. Skutek był taki, że Chelsea imponowała świeżością, wybieganiem oraz przygotowaniem taktycznym, a gracze United wciąż byli jakby przybici golem straconym w ostatnich minutach na Allianz Arena. Oj, co ja piszę, oczywiście Rooneyem straconym w ostatnich sekundach.
Nic nie dzieje się przez przypadek?
Manchester United odpadł wczoraj z Ligi Mistrzów w naprawdę niezwykłych okolicznościach. To sprawiło, że nie potrafiłem po ostatnim gwizdku sędziego powstrzymać łez i przez długi czas chyba nie pogodzę się z tą porażką. Porównując nawet, przegrana w ubiegłorocznym finale Ligi Mistrzów była zasłużona i dlatego chyba łatwiej trafiała do świadomości. Swoją drogą, to rzeczywiście niespotykane w jakim stopniu kilka przypadkowych sytuacji zaważyło wczoraj na całej rywalizacji.
Bramka zdobyta przez Olicia tuż przed przerwą bardzo zmotywowała "Bawarczyków" i pytanie czy ich gra aby na pewno wyglądałaby tak samo w drugiej części spotkania? Do tego trzeba doliczyć niesprawiedliwie pokazaną żółtą kartkę Rafaelowi. Pamiętacie jak kilka minut później Holger Badstuber brutalnie faulował Antonio Valencię za co otrzymał, podobnie jak młody Brazylijczyk, "żółtko". Nie chcę nadużywać w tym miejscu emocji oraz słownictwa i pisać o skandalu, ale czy nie jest nim wystąpienie w tak krótkim czasie aż tylu niefortunnych zdarzeń, które same napisały chyba historię całego sezonu 2009/2010.
Inne teksty tego autora:
- Klasyka Ligi Mistrzów: Man Utd - AS Roma (YouTube.com)
- Szybkość Walcotta jest porażająca! (Daily Mail, YouTube.com)
- Wideo: dwie ostatnie wygrane z Chelsea (YouTube.com)
- Przywołali złego ducha z Rzymu (własne)
- Decydujący trójmecz czas zacząć! (własne)




Szósty lutego 1958 roku to tragiczna data w historii Manchesteru United. W tym dniu doszło do katastrofy samolotu, którym drużyna z Old Trafford wracała do Anglii po meczu w Pucharze Europy. Zginęły 23 osoby, w tym ośmiu zawodników "Czerwonych Diabłów", a ciężko ranny został m.in. menedżer zespołu, Matt Busby.










