Senegalczyk, który zwojuje Old Trafford?
22 marca 2010, 21:06 | Kornel Kasprowicz | Źródło: footballfancast.com
Gdy Manchester United podpisywał kontrakt z Mame Biramem Dioufem, stało się jasne, że może to być zawodnik, którego od około dwóch lat poszukiwał sir Alex Ferguson. Na Old Trafford przybył napastnik, którego historia i sylwetka jest kibicom praktycznie nieznana, co odciągnie od niego presję. Dzięki temu może z większą swobodą pokazać dlaczego to właśnie po niego sięgnął menedżer "Czerwonych Diabłów" i udowodnić, że wcale nie trzeba posiadać głośnego nazwiska, by stać się wielkim piłkarzem.
Umiejętności strzeleckie, szybkość i siła to jego główne zalety. Jeżeli ktoś ma co do tego wątpliwości, wystarczy wrócić do 16 stycznia 2010 roku, gdy Diouf strzelił bramkę w wygranym 3:0 spotkaniu z Burnley na Old Trafford. Wprawdzie nie musiał tam wykorzystywać siły i szybkości, ale sposób w jaki zdobył gola mógł się podobać i zasługuje na uznanie. Był już doliczony czas gry, gdy błagającego o podanie Senegalczyka wypatrzył Antonio Valencia. Skrzydłowy MU posłał młodszemu koledze piłkę na dobieg, ten urwał się obrońcom i sprytnym strzałem głową pokonał bramkarza, Briana Jensena.
O ile samo wykończenie akcji było po prostu niezłe, to celebracja zdobycia gola była bardziej efektowna. Diouf wykonał widowiskowe salto przed trybuną Stretford End, a następnie odwrócił się do fanów i wskazał swoje nazwisko na koszulce. No dobrze, to na razie jedyny gol w pierwszej drużynie "Czerwonych Diabłów", do tego Mame Biram zdołał ledwie kilka razy pojawić się na boisku, więc jest jeszcze za wcześnie, by go oceniać. Wystarczy jednak spojrzeć na jego statystyki z występów w poprzednim klubie, Molde FK. W 62 meczach Diouf ustrzelił aż 30 bramek, co sugeruje, że jego umiejętność skutecznego wykańczania akcji musi być całkiem niezła.
W tej chwili do końca sezonu pozostało niewiele ponad dziesięć spotkań, a każde z nich będzie dla Manchesteru United niczym finał jakiegoś pucharu, więc byłoby wielką niespodzianką, gdyby Diouf pojawiał się w tych meczach z jakąś regularnością. Choć Ferguson często ufa swoim młodym podopiecznym, wydaje się, że tylko kontuzja Wayne'a Rooneya lub Dymitara Berbatowa mogłaby być jakąś szansą na grę dla Senegalczyka. Dlatego należy oczekiwać, że 22-latek może pokazać pełnię swoich umiejętności dopiero podczas przygotowań do kolejnego sezonu.
Jeżeli założymy, że podstawowymi napastnikami Man Utd w sezonie 2010/2011 będą Rooney, Berbatow i Michael Owen, o ile linia ataku nie zostanie latem wzmocniona, szanse Dioufa na walkę o miejsce w pierwszym składzie wydają się być idealne. Pod znakiem zapytania stoi forma fizyczna i częstotliwość występów Owena, do tego Berbatow czasami prezentuje wahania formy, a poza tym ma nieco inną rolę na boisku niż typowy napastnik, dlatego istnieje możliwość, że to właśnie Diouf stanie się etatowym partnerem Wayne'a Rooneya w ataku "Czerwonych Diabłów".
Oczywiście w grę wchodzą jeszcze Danny Welbeck, a także Federico Macheda, ale tak naprawdę szanse całej trójki można traktować na równi. W zasadzie zarówno młody Anglik, jak i Włoch, pokazali już w ostatnim sezonie do czego są zdolni, a reprezentant Senegalu wciąż będzie postrzegany jako nowy nabytek w trakcie przedsezonowych sparingów.
Przejście Dioufa z Molde FK na Old Trafford to dokładnie ta sama droga, jaką przebył Ole Gunnar Solskjaer. Zawodnik przez większość czasu będzie się rozwijał właśnie pod opieką legendarnego Norwega, co daje mu naprawdę wielkie możliwości. W taki sposób szkoleniowiec rezerw Manchesteru United wypowiadał się o byłym graczu Molde:
- Diouf to młody zawodnik, który z pewnością będzie otrzymywał swoje szanse na grę. To piłkarz, którego sprowadziliśmy do klubu z myślą o przyszłości. Jest nieco innym typem napastnika w porównaniu do tych, którymi już dysponujemy. Gdy kupujemy nowego gracza, oczekuje się od niego, że szybko stanie się zawodnikiem pierwszego składu. W zasadzie nie muszę mu dawać żadnych rad, znam go już od jakiegoś czasu. Podczas gry w Molde obserwowałem go trochę, parę razy rozmawialiśmy. Diouf stąpa twardo po ziemi, ale wie czego chce.
Jeżeli Diouf miałby się uczyć od Solskjaera i stać się tak efektywnym napastnikiem, jak Norweg, to jego przesunięcie do pierwszego zespołu będzie naturalną koleją rzeczy. Kibice muszą jednak przyjrzeć mu się nieco więcej zanim go ocenią, a praca, jaką będzie wykonywał w rezerwach może mu tylko pomóc.
Jeżeli sam zawodnik wierzy w przeznaczenie, to tak naprawdę posiada wszystko, co potrzeba, by stać się piłkarzem Manchesteru United z prawdziwego zdarzenia. Debiutancki gol strzelony przed Stretford End, zaliczony hattrick w barwach rezerw, a także pozytywna opinia zarówno z ust Fergusona, jak i Solskjaera, pokazują, że 22-latek jest na dobrej drodze. Wcześniejsza gra w nieco łatwiejszej lidze, jaką jest norweska ekstraklasa, może go podwójnie zmotywować do tego, by pokazać się jako klasowy zawodnik. Jeżeli wszystko pójdzie pomyślnie, fani ze Stretford End będą musieli za niedługo wymyślić piosenkę odśpiewywaną po każdym golu i każdej celebracji zaprezentowanych przez Mame Birama Dioufa.
Inne teksty tego autora:
- Ferguson nigdy się nie myli! (RoM, Sky Sports)
- Wielki pech Davida Beckhama (własne)
- Valencia niczym Beckham i Ronaldo (News of the World)
- Statystyki: jak radził sobie Michael Owen? (TheRepublikOfMancunia.com)
- A gdyby Rooneya nie było? (Sky Sports)




Francuski obrońca przyszedł na świat 15 maja 1981 roku w Dakarze. Barw Manchesteru United broni od 2006 roku. Zanim przeniósł się na Old Trafford, był zawodnikiem AS Monaco.










