Rooney taki jak Keane?
19 lutego 2010, 17:12 | Jarosław Burda | Źródło: The Mirror
Manchester United jest prawdopodobnie tak samo mocny jak w ubiegłym sezonie i to pomimo odejścia Cristiano Ronaldo - pomyślał sobie pewnie niejeden kibic i niejeden obserwator po wtorkowym, zwycięskim spotkaniu z AC Milan. Czy jednak zasadne jest wspominanie w tym przypadku o obecnym gwiazdorze Realu Madryt? Wayne Rooney pod wieloma względami bardziej przypomina przecież Roya Keane'a - twierdzi dziennikarz "Mirror Football", Neil McLeman.
Pierwsza analogia nasuwa się prawie automatycznie. Jedno z najlepszych spotkań w czerwonej koszulce United, Keane rozegrał przecież również we Włoszech. W półfinałowym meczu z Juventusem Turyn, Irlandczyk zdobył efektownego gola i "poprowadził" swoją drużynę do wygranej 3:2 i w konsekwencji awansu do wielkiego finału. - Jego gra w tym pojedynku była wspaniała, wręcz niespotykana - mówił sir Alex Ferguson jeszcze w roku 2006, kiedy "Keano" opuszczał klub.
Menedżer podobnie nie mógł się nachwalić Rooneya po meczu z Milanem. - W drugiej części gry udowodnił, że jest w bardzo wysokiej formie. Był niesamowity, a rywale po prostu nie mogli sobie z nim poradzić - dodał. Pieniądze jakie zapłacono za Ronaldo podczas letniego okienka transferowego wskazywałyby, że jest on w tej chwili najlepszym piłkarzem na świecie. Biorąc jednak pod uwagę dwa ostatnie występy Realu oraz United w Lidze Mistrzów, chyba każdy wybrałby Portugalczyka do swojego składu, ale tylko podczas gry w Playstation.
W rzeczywistości to Rooney posiada niezwykły wpływ na grę drużyny i jest w stanie przechylić szalę zwycięstwa nawet w tych najważniejszych meczach. Jeszcze niedawno uznawany był przecież za drażliwego nastolatka, który nie wytrzymywał presji i zawodził w najważniejszych momentach (czerwona kartka w ćwierćfinale MŚ). W tym sezonie strzelił już 25 goli, a swoim występem z Milanem udowodnił, że dojrzał i można liczyć na niego w najważniejszych momentach.
W latach 90. w United grali wspaniali wychowankowie, na czele z Ryanem Giggsem, Davidem Beckhamem czy Paulem Scholesem. W pewnym sensie symbolem tej drużyny stał się jednak Roy Keane, waleczny, oddany i kochający klub z całego serca, jednym słowem dusza drużyny. Jego historię zepsuła trochę bardzo krytyczna wypowiedź w stosunku do kolegów z zespołu, która miała stać się później bezpośrednią przyczyną odejścia.
Rooney jest z pewnością piłkarzem o większych umiejętnościach, gra na innej pozycji i w konsekwencji zdobywa więcej goli. Podobnie jednak jak irlandzki pomocnik, przejawia taką samą pasję i dumę z występów w barwach klubu z Old Trafford. Co więcej, w ostatnich 6 meczach zdobył 9 goli. Jego forma daje ogromną nadzieję i wiarę fanom "Czerwonych Diabłów" oraz reprezentacji Anglii przez zbliżającymi się wielkimi krokami Mistrzostwami Światami.
Rooney udowadnia, w zasadzie już udowodnił, że jest piłkarzem światowej klasy, jednym z najlepszych. Jak się jednak okazuje, posiada także rzadką umiejętność pełnego oddziaływania na swoich kolegów z zespołu oraz dosłownie "pchnięcia" drużyny o jeden poziom wyżej. Identycznie, jak robił to kiedyś Keane...
Inne teksty tego autora:
- LM: wojna angielsko-włoska (własne)
- Siła Milanu w indywidualnościach (własne)
- Nieobecni w wielkich finałach (The Mirror)
- Nani nie zawiódł Fergusona (Guardian)
- Rooney poprawi statystyki? (The Times)




Szósty lutego 1958 roku to tragiczna data w historii Manchesteru United. W tym dniu doszło do katastrofy samolotu, którym drużyna z Old Trafford wracała do Anglii po meczu w Pucharze Europy. Zginęły 23 osoby, w tym ośmiu zawodników "Czerwonych Diabłów", a ciężko ranny został m.in. menedżer zespołu, Matt Busby.










