Nieobecni w wielkich finałach
11 lutego 2010, 17:02 | Jarosław Burda | Źródło: The MirrorNani otrzymał wczoraj czerwoną kartkę za faul na Stilianie Petrowie. Konsekwencją takiego zachowania będzie brak Portugalczyka w finale Carling Cup na Wembley, gdzie Manchester United ponowie zmierzy się z Aston Villą. Dziennikarze "The Mirror" dostrzegli, że to nie pierwszy przypadek, kiedy podstawowy gracza United musi pauzować w finale danych rozgrywek.
W pamięci od razu pojawia się fantastyczny finał Ligi Mistrzów z roku 1999. Nie mogli w nim zagrać Roy Keane oraz Paul Scholes. Pierwszy rozegrał świetne zawody w półfinale przeciwko Juventusowi Turyn, strzelając pierwszego efektownego gola i prowadząc tym samym "Czerwone Diabły" do zwycięstwa. Poświęcenie ze strony Irlandczyka było wtedy tak duże, że nie obawiał się on ostrych wejść, mając przecież w świadomości grożącą mu karę. Starcie ze słynnym Zinedine Zidanem zakończyło się w konsekwencji żółtą kartką i zawieszeniem w finale.
W meczu, który przeszedł do historii jako jeden z najwspanialszych w historii klubu z Old Trafford, nie zagrał także Paul Scholes. Rudowłosy pomocnik, podobnie zresztą jak Keane, był jednak wtedy na trybunach Camp Nou i podczas ceremonii miał okazję wznieść do góry to duże, srebrne trofeum. W przeciwieństwie do byłego reprezentanta Irlandii, Scholes dostał jeszcze okazję gry w wielkim finale Ligi Mistrzów i mógł podnieść puchar po raz drugi.
Pech nie ominął także innego pomocnika United, Darrena Fletchera. Czerwona kartka w półfinałowym spotkaniu z Arsenalem wykluczyła go z gry w finale rozgrywanym na Stadionie Olimpijskim w Rzymie. Wielu do dzisiaj twierdzi, że "Czerwonym Diabłom" zabrakło wtedy właśnie tych elementów z których słynie Szkot, czyli waleczności, ambicji i odbioru piłki w środku pola.
Jakiś czas temu mogliśmy przeczytać doniesienia, że całkiem prawdopodobne jest zniesienie kary, która uniemożliwia grę w wielkim finale. Nani pewnie nie raz będzie miał jeszcze okazję występu w ważnym i kluczowym spotkaniu. Co może powiedzieć jednak Laurent Blanc, który za bezsensowne zachowanie w półfinale Mistrzostw Świata w 1998 roku przeciwko Chorwacji, nie mógł wystąpić w być może najważniejszym meczu w całej swojej karierze?
Tagi:
Inne teksty tego autora:
dvl | 14 lutego 2010, 22:28 Fakt, ze zagralismy najgorzej w sezonie. Ale
nasz koszmar zaczal sie od bramy E2. Nie
potrzebowalismy Zidane'a czy Maradony,
wystarczyloby, ze na poczatku spotkania cos
by wpadlo - mielismy kilka okazji, chocby
strzal Ronaldo - i wszystko mogloby sie
potoczyc zupelnie inaczej. No a przy
Fletcherze akcja bramkowa Barsy mialaby
szanse zatrzymac sie w srodku pola. Na tym
poziomie jedna bramka, jeden zawodnik moga
kompletnie zmienic obraz meczu. Gra bez
prawdziwego DM w finale LM to samobojstwo,
zreszta brak DM juz wczesniej odbil nam sie
czkawka w dwumeczu z Milanem, gdzie
zdecydowanie przegralismy srodek pola.
Barcelona w tamtym sezonie byla do ogrania,
ale niestety Overbo, frajerstwo CFC, nasza
slaba forma (i brak Fletcha) zlozyly sie na
wielki prezent dla Katalonczykow - tak
naprawde 3 trofea i te wszystkie smieszne
epitety. A tak bylyby tylko krajowe sukcesy,
co udawalo sie nawet znajdujacemu sie pod
forma Realowi. Oby w tym sezonie bylo lepiej.
Magic | 14 lutego 2010, 18:57 dvl - sadze ze przy formie z finalu LM z
Barcelona, taktyce obranej przez Fergusona,
nawet Maradona z Zidanem nam by nie pomogli
nie mówiąc już o Fletcherze.
dvl | 14 lutego 2010, 15:34 Magic - strata Fletchera kosztowala nas
zwyciestwo w LM. Oczywiscie to tylko
gdybanie, ale nikt chyba nie ma watpliwosci,
ze Iniesta czy Xavi mieliby znacznie
trudniejsze zadanie ze Szkotem, ktory
znajdowal sie - zreszta jak praktycznie w
kazdym meczu ostatniego 1,5 roku - w swietnej
formie.
Strata Naniego moze nas kosztowac w najgorszym wypadku przegranie "nieco" mniej waznego pucharu CC. Poza tym w finale LM nie mielismy innego defensywnego pomocnika, bo Hargo juz od dawna gral w bierki z chirurgiem. A w finale CC moze spokojnie wystawic Valencia i Parka i efekt wcale nie musi byc gorszy. W ogole nie ma porownania jezeli chodzi o te dwie sytuacje, wage pucharow itd. KWAS ma absolutna racje.
Strata Naniego moze nas kosztowac w najgorszym wypadku przegranie "nieco" mniej waznego pucharu CC. Poza tym w finale LM nie mielismy innego defensywnego pomocnika, bo Hargo juz od dawna gral w bierki z chirurgiem. A w finale CC moze spokojnie wystawic Valencia i Parka i efekt wcale nie musi byc gorszy. W ogole nie ma porownania jezeli chodzi o te dwie sytuacje, wage pucharow itd. KWAS ma absolutna racje.
Magic | 13 lutego 2010, 18:11 KWAS wg ciebie strata Naniego w obecnej
formie jest mniejszym oslabieniem niz
Fletchera ? Wez mnie nie rozsmieszaj
czlowieku.
jarek_davout | 12 lutego 2010, 20:08 Nie no Kwasie nie chodzi chyba raczej o
jakieś dosłowne porównanie. Raczej
przypomnienie, że takie sytuacje miały
miejsce i wskazanie na pewien problem, który
całkiem prawdopodobne, że FIFA/UEFA jest
skłonna rozwiązać.
KWAS | 12 lutego 2010, 19:54 nie wiem jak można w ogóle porównywać
brak kluczowych i wielkich graczy jak Keane,
Scholes, Ballack, Nedved (ja płakałem z
nim...) czy nawet Fletcha w wielkich
finałach typu LM czy MŚ, z brakiem ogórka
(póki co) Naniego w finale CC...
dziennikarze The Mirror są genialni...
dziennikarze The Mirror są genialni...
jarek_davout | 12 lutego 2010, 16:23 zawiszanin - przykłady moglibyśmy
mnożyć, np: Ballack w finale MŚ, to musi
być ból..
zawiszanin | 12 lutego 2010, 14:33 Nigdy nie zapomne jak Nedved w półfinale
LM dostał żółtą i nie zagrał w finale z
Milanem.





Jeśli podoba Ci się serwis mufc.pl i uważasz, że warto, aby coraz więcej osób mogło skorzystać z prezentowanych tu informacji, umieść odnośnik na prowadzonej przez Ciebie stronie, blogu czy forum, na którym aktywnie uczestniczysz.

Everton - Manchester United


